Refleksje pierwszego wikariusza
parafii Piaseczno ks. Gerarda Gromowskiego, związane z 40 - leciem
koronacji figury Matki Bożej Piaseckiej
Piaseczno dla mnie, to jak hasło, klucz, który otwiera
najpiękniejszą cząstkę mojego kapłańskiego życia; pierwsi parafianie,
pierwsza praca kapłańska, pierwszy proboszcz, osobiste poznanie ks.
kardynała Wojtyły, wreszcie najważniejsze: pierwsza Koronacja.
Dokładnie 40 lat temu Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński
zwołał na Jasną Górę kustoszów i duszpasterzy Sanktuariów Maryjnych z
całej Polski. Byłem wtedy wikariuszem w Sanktuarium Maryjnym w
Piasecznie; posłał mnie tam ksiądz biskup Kazimierz Kowalski, by pomagać
w przygotowaniu Koronacji Papieskimi koronami Figury Matki Boskiej
Piaseckiej. Razem z moim pierwszym proboszczem, dzisiejszym prałatem ks.
Kazimierzem Myszkowskim przejęliśmy Sanktuarium po Księżach
Zmartwychwstańcach. Trzeba się było bardzo starać, by szybko zyskać
zaufanie parafian przywykłych do zakonnego duszpasterstwa. Bardzo nam
się to udało. Proboszcz zabiegany szczególnie w sprawach budowlanych i
organizacyjnych posłał mnie na wspomnianą konferencję do Częstochowy.
Już na miejscu w jednej z sal, chyba Sali Różańcowej zebrało się
kilkadziesiąt kustoszów Sanktuariów a wśród nich i ja najmłodszy z nich.
Do sali wszedł ks. Kardynał Prymas Wyszyński a następnie ks. kardynał
Karol Wojtyła i wreszcie ówczesny Przeor Jasnej Góry. Zanim się
rozpoczęły konferencje i dyskusje został wybrany sekretarz Zjazdu,
którym zostałem ja; byłem, bowiem najmłodszym uczestnikiem tego Zjazdu.
Poproszono mnie do stołu prezydialnego i usiadłem przy księdzu Kardynale
Wojtyle, z którym już przez cały Zjazd siedziałem. Pozostała mi w
pamięci szczególna otwartość kard. Wojtyły, poczucie humoru i wrażenie,
iż jest jakby jednym z nas. Pamiętam, gdy rozmawialiśmy cicho i
krytycznie o wypowiedziach jednego z dyskutantów, ks. Kardynał namawiał
mnie do zabrania głosu a gdy nie bardzo chciałem, wziął mikrofon i
zapowiedział: " a teraz zabierze głos nasz sekretarz" - cóż musiałem
mówić. Postawa Ks. Prymasa, pełna dostojeństwa bardzo kontrastowała z
postawą kard. Wojtyły. Merytorycznie - jak pamiętam - Ks. Kardynał
Prymas zwrócił uwagę i to mocno podkreślał, by sanktuaria emanowały
szczególnym zaangażowaniem w życie diecezjalnego Kościoła, by biskupi
diecezjalni mieli w sanktuariach szczególne i różnorakie wsparcie.
Drugi raz spotkałem Kard. Wojtyłę właśnie w Piasecznie.
W niedzielę 8 września 1968 r. Tego dnia przybył by dokonać koronacji
Figury Matki Bożej Piaseckiej. Muszę powiedzieć, że kapłani czuli się
raczej zawiedzeni, gdyż spodziewali się przyjazdu Prymasa Wyszyńskiego,
a tymczasem przyjechał bliżej nieznany tutejszemu duchowieństwu a tym
bardziej pątnikom, Ks. Kardynał z Krakowa. O jakże myliliśmy się w
naszym zawiedzeniu. Tymczasem Ks. Kardynał stanął przy tronie dla niego
przygotowanym i jak opisał to, dając piękne świadectwo, kustosz tego
Sanktuarium - ks. prałat Kazimierz Myszkowski: "Stanął w wyjątkowo
głębokiej zadumie, ze złożonymi rękami, modlił się jak dziecko, czymś
wyjątkowo zajęte, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół niego".
Byłem cały czas na wysokim podium studzienki, gdzie trwała pontyfikalna
uroczysta suma koronacyjna. Czułem wielka radość, że jestem uczestnikiem
wiekopomnej uroczystości, że brałem udział w jej przygotowaniu. Na dole
zgromadzone rzesze wiernych, dziesiątki kapłanów i sióstr zakonnych. A
potem usłyszałem kard. Wojtyłę, wyrażającego radość z udziału w takiej
uroczystości,
wzywającego wszystkich do uwielbienia Boga. Ta uroczystość
na cześć Matki Bożej z udziałem Kard. Wojtyły wzmogła moją miłość do
Matki Jezusa i pragnienie rozszerzenia Jej czci, a pragnienie to
towarzyszy mi w życiu aż po dzisiejszy dzień. Nie spodziewałem się
jednak, że po 35 latach sam przygotowywać będę uroczystą Koronację Matki
Bożej Lisewskiej, że ten sam Kardynał jako Papież Jan Paweł II wypowie
słowa: "niech będzie koronacja w Lisewie", błogosławił nam korony i
przysłał osobisty list na dzień Koronacji która odbyła się na miejscowym
stadionie w Lisewie, z udziałem sześciu biskupów, 120 kapłanów i tysięcy
wiernych.
Rozpocząłem te refleksje od Koronacji i Ks. Kard.
Wojtyły, ale prawdziwymi bohaterami moich pierwszych lat kapłaństwa
byli parafianie tworzący wspólnotę miejscowego Kościoła. Pracy było
wtedy dużo, ale nikt nie odmawiał. Życzliwe oczy, pomocne dłonie -
pamiętam. Wtedy to nie było łatwe, ale i współpraca z nauczycielami dla
dobra dzieci była wzorcowa; były u mnie tzw. czwartkowe spotkania z
nauczycielami niczym kołłątajowskie obiady czwartkowe. Nikt nie
zdradził, nikt nie miał z tego powodu przykrości. Pamiętam Nowennę do
Matki Bożej Piaseckiej, tyle ludzi obecnych. Wychodziłem do autobusu po
dzieci, bo przecież aż z Wyrębów przyjeżdżały na Nowennę. A potem mój
pierwszy proboszcz ks. prałat Kazimierz
Myszkowski, który, powiem
patetycznie, dosłownie życie swoje ofiarował Bogu i Matce Bożej
Piaseckiej. Stąd z pewnością ten niezwykły entuzjazm, zapał, jednanie
sobie ludzi a wreszcie to wszystko czego dokonał ze swoimi parafianami i
wikariuszami na ziemi piaseckiej - jak często mawiał - na chwałę Bożą.
Pamiętam Piaseczno Roku Pańskiego 1967. Patrzę dziś na Piaseczno, aż
niemożliwe, iż stało się tak wiele za sprawą jednego Człowieka. Nawet
szaty Matki Bożej Piaseckiej lśnią pięknością.
Księże Prałacie - dziękujemy. Dziękujemy za Następcę,
który jak się wydaje, także kocha PIASECZNO. Niech Matka Boża, którą 40
lat temu, koronowałeś w jej Piaseckiej figurze wraz z Ks. Kard. Wojtyłą
i biskupem Kazimierzem Kowalskim, po długim ziemskim życiu, wyprosi Ci
koronę wiecznej chwały u Pana.
ks.Gerard Gromowski
www.sanktuariumwlisewie.pl